poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 9

- Dobrze mówisz po angielsku- uśmiechnął się Eryk. Razem z Oliwią, panem Bartonem i panią Romanoff jechali właśnie do wieży Tony'ego Starka. Dorośli jednak jak na razie robili tylko okrążenia po mieście. Już z trzy razy przejeżdżali obok tej cukierni.
- Dzięki. U nas w sierocińcu wszyscy mówią przynajmniej jednym językiem obcym- wyjaśniła dziewczyna.
- Mówiłaś, że był ,,międzynarodowy"?
-No tak. Mieszkają w nim dzieci z najróżniejszymi korzeniami. Na przykład Hiszpanie, Brazylijczycy, Rosjanie...
- Super!- krzyknął Eryk, ale zaraz zmieszany się poprawił.- No... jak na sierociniec- bąknął.
Oliwia zachichotała.
- Nie ma sprawy. W sumie nie był taki zły. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
-No mam nadzieję- chłopak ściszył głos.- Co o nich myślisz?- skinął głową na siedzących przed nimi Mścicieli.
- Sama nie wiem. Grunt, że oni mnie nie lubią.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Jak ta agentka mi wszystko powiedziała, to tak się wystraszyłam, że próbowałam uciec i krzyczeć. Zasłoniła mi usta dłonią, a wtedy... ugryzłam ją- Oliwia zarumieniła się zawstydzona.- Później mnie ogłuszyła i obudziłam się w samolocie.
- No nieźle- obydwoje rzucili niepewne spojrzenia na przednie siedzenia. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ich nie okłamali.
***
- Czyli wy też to macie?
- Na jak widać- Eryk zerknął z zaciekawieniem na swój nadgarstek. Teraz, kiedy zobaczył, ze nie jest z Oliwią jedynymi dziećmi, a sam pan Stark ma małą córeczkę, trochę się uspokoił. Coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że może ci Amerykanie nie chcą mu jednak nic zrobić. 
- Ja to mam dopiero od paru tygodni- Annie wzruszyła ramionami. Wydawała się lekko onieśmielona obecnością starszych dzieci.
- Ja od urodzenia- skwitował szatyn, którego imienia Norweg nie mógł zapamiętać.
- Ja też- przytaknął mu Patrick. Następnie spojrzał na Oliwię, która stała tylko i od rzucenia na początku cichego ,,Cześć" nie odzywała się wcale.- A ty?
- On się spytał, od kiedy to masz- powtórzył szatyn, głośno i dobitnie, rozdzielając każde słowo.
- Wiem przecież!- obruszyła się nagle blondynka.- Jestem polką, nie kosmitką! Umiem mówić po angielsku!
Eryk, Patrick i Annie parsknęli śmiechem, a szatyn lekko speszony uśmiechnął się i wyciągnął przyjaźnie rękę.
- Mój błąd. Sammy jestem.
- To też zrozumiałam.
-Wiem.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym uścisnęła niepewnie dłoń chłopaka.
- To od kiedy to masz?
- Od jakiś dwóch lat.
Sammy skinął głową, po czym streścił  ich pobyt w placówce HYDRY, oraz wizytę u Dr. Strange'a.
-Czyli... po za naszą piątką jest jeszcze czwórka z tymi znakami, tak?- podsumował Eryk.
-Dokładnie- Annie skinęła głową. W tym samym momencie, do pokoju w którym stali weszli Mściciele.
-No dobra- Tony Stark zatarł ręce.- Ustaliliśmy, że póki nie pozbędziemy się tych waszych więzi z kamieniami, albo chociaż nie dowiemy się o nich więcej, będzie mieszkać tutaj.
-Tutaj?- Patrick wytrzeszczył oczy.- W Avengers Tower?- rozejrzał się po reszcie, jakby chcąc się upewnić, że nie tylko on to słyszał.
-Ale i tak będziecie musieli chodzić do szkoły- uśmiechnął się Hawkeye.
-Właśnie, to z niczego was nie zwalnia- przytaknęła Wdowa.- Jest tylko jeden warunek. Nikt nie może wiedzieć, że tu mieszkacie.
Dzieciaki jednocześnie skinęły głowami.
Doktor Bunner uśmiechnął się sympatycznie.
-Chodźcie, zaprowadzę was do waszych pokoi.
***
-Ale fajnie! To będę tu na razie mieszkać wujku?- Annie spojrzała pytająco na mężczyznę.
-Tak, ale kiedy tylko będziesz chciała odwiedzimy mamę.
-Jupi!-pisnęła dziewczynka, skacząc po swoim nowym łóżku i jednocześnie rozglądając się dookoła. Pomieszczenie było dość małe i skromnie urządzone, jakby na sam pomysł jego zrobienia, dorośli wpadli przed chwilą. Dwa łóżka ustawione na przeciwko siebie, duży, metalowy blat wystający ze ściany zrobionej z tego samego materiału i dywan po środku, to było całe wyposażenie. 
Dzieląca z nią pokój Oliwia, jak zaklęta wpatrywała się w okno, z którego roztaczał się naprawdę imponujący widok na Nowy York. 
-Myślę, że jest ok- stwierdziła Polka, przenosząc wzrok na swoją nową współlokatorkę. 
-Chłopaki mieszkają na przeciwko- wujek Bruce kucnął przed Annie i położył jej rękę na ramieniu.- Jakby coś, jestem piętro wyżej, dobrze?
Dziewczynka przytaknęła.
-To ja pójdę teraz uświadomić chłopców, że to wszystko mimo wszystko jest drogie i delikatnie zasugerować by nic nie rozwalali.
Kiedy dorosły wyszedł z pokoju, Annie zerknęła na Oliwię.
-O czym tak myślisz?
Dziewczyna spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. 
-O tym, że robi się ciekawie. 

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 8

Hej :P Staram się nie pisać notek przed rozdziałem ale należą wam się przeprosiny. Nie pisałam już dość spory kawałek czasu. Koniec roku, oceny i Avengers; Age of Ultron.. dużo się dzieje. Dlatego rozdziały mogą się ukazywać na razie dość rzadko, ale w wakacje postaram się to nadrobić ;)
***
- Natalie, Natalie Rushman- przywitała się Wdowa. Polski był nawet podobny do rosyjskiego, zresztą miała w tym kraju już parę misji, więc mówiła w tym języku płynnie, z niemal niewykrywalnym akcentem.- Pośredniczka pana Starka.
- Pana Starka?- pani Broniecka, bo tak przedstawiła się pracownica sierocińca, podniosła brwi.
Tasha przytaknęła.
- Jak może pani wiedzieć, mój pracodawca i panna Potts są w związku. Mają co prawda jedno dziecko ale bardo nie chcą by Emily była jedynaczką.
- Rozważają adopcje?
- Są pewni i ufają mi na tyle, bym sama się rozejrzała. Więc, czy mogę?
- Dobrze... Czemu nie...- kobieta nie wyglądała na przekonaną, ale Natasha udała, że tego nie widzi i pewnym krokiem wyszła z gabinetu. Wyjęła telefon i sprawdziła zdjęcie dziewczynki sprzed roku. Oliwia zajęła jedno z pierwszych miejsc w powiatowym konkursie piosenki i jej zdjęcie widniało na głównej stronie sierocińca przez dość długi czas. JARVIS użył paru swoich programików i ustalił, jak dziewczyna teraz wygląda.
-Praszam- jakiś cienki głosik dotarł do uszu Wdowy. Agentka podniosła wzrok. Przed nią stał kilkuletni chłopczyk o lekko opalonej karnacji, dużych, brązowych oczach które błyszczały się od gorączki, kręconych włosach, przylgniętych do czoła i mokrej od potu, o wiele za dużej na chłopca,  zielonej podkoszulce.
-Vous ne pouviez pas voir mon chien?*- wyszczebiotał po francusku.
- Non**- zmarszczyła brwi.
- Thomas!- zza zakrętu wybiegła dziewczyna.-Ici vous soyez!***- rzuciła łamaną francuszczyzną.
Podniosła chłopca na ręce, po czym zwróciła się do Natashy.
- Przepraszam Panią, Thomas ma gorączkę i jest tu od niedawna... jeszcze nie umie po polsku.
- Nic się nie stało- Natasha poprawiła swoje okulary przeciwsłoneczne, upewniając się, że dziewczynka nie widzi jej badawczego spojrzenia. Dziewczyna miała blond włosy, duże, zielone oczy i dość bladą cerę. Mogła mieć na oko z 10 lat.- Jak się nazywasz?
-Ja?
- A kto?- kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Oliwia.
- Ładnie. Pomóc ci z nim jakoś?
-Jeśli by pani mogła...
Natasha podeszła do niej i wzięła chłopca na ręce. Natasha od razu zauważyła znamię na nadgarstku dziewczynki. Oliwia zaprowadziła ją schodami do pokoju Thomas'a, dała mu parę syropów, a za nim zasnął podała mu misia.
-Bonne nuit.****
***
- Dziękuje pani bardzo za pomoc- Oliwia uśmiechnęła się zmęczona. Musiała się jednak trochę przy tym chłopcu nabiegać. 
- Ależ nie ma za co. Ładny tatuaż- Wdowa wreszcie sprowadziła rozmowę na właściwe tory.
- Och... nie, to nie tatuaż. Tylko... znamię. 
- Masz je od dziecka?
Dziewczyna zawahała się, jakby rozważając odpowiedź.
- Nie... pojawił się w moje 9 urodziny. Teraz mam 11. 
- A nigdy cię nie interesowało jak powstał?
- Nie rozumiem- Polka podniosła zaciekawione spojrzenie na Agentkę. 
- Mogę ci to wyjaśnić, ale to dość długa historia. I żeby miała happy end, musisz mi uwierzyć, dobrze?
- Sądzę, że i tak nie mam wyjścia. 
- Mądra dziewczynka. 




Francuskie zwroty użyte w tym rozdziale:
*Nie widziałaś mojego pieska?
** Nie.
***Tu jesteś! 
****Dobranoc

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 7

Clint poprawił muszkę na szyi i uśmiechając się pod nosem chwycił teczkę, ruszając do drzwi jednego z domków jednorodzinnych ustawionych wzdłuż ulicy. Według jego danych tu mieszkał Eryk- tak bowiem nazywał się ten Norweg.
Zadzwonił do drzwi i po chwili otworzyła mu dość wysoka kobieta z blond włosami i brązowymi oczami. Patrzyła na niego zaskoczona.
-God morgen- powiedziała po norwesku.- Dzień dobry.
- Dzień dobry- przywitał się Barton, również w tym języku, który znał dość płynnie.- Pani Solberg?
Blondynka przytaknęła niepewnie.
-Nazywam się Francis Burton. Przysłał mnie tu dyrektor szkoły, do której chodzi Pani syn. Wygrał w konkursie czytelniczym, tak?
Kolejne skinięcie głową.
- W nagrodę, szkoła ufundowała mu miesięczną wycieczkę do Nowego Yorku! A dokładniej wymianę między uczniowską- wyjaśnił.- Czy mogę wejść?
- Tak, proszę- kobieta zaprosiła go gestem do środka. Clint uśmiechnął się i wszedł, do całkiem ładnego i schludnego korytarza. Pani Solberg wskazała gestem, by szedł za nią i po chwili znajdywali się już w dużym salonie.
-Coś do jedzenia, picia?- zaproponowała.
-Nie, dziękuje- Hawkeye grzecznie odmówił, po czym zaczął opowiadać:
- Nasza szkoła, współpracuje od niedawna z jedną ze szkół w Nowym Yorku. Sądzimy, że integracja międzykrajowa da młodzieży jakiś ,,bodziec" do nauki języka. Choć Eryk nie ma chyba z tym większych problemów, tak?
- Wie Pan, on chodził do przedszkola anglojęzycznego...
- Naprawdę? To się nie dziwie, że ma takie świetne wyniki z tego przedmiotu- zaśmiał się Barton. Następnie podał kobiecie parę podrobionych papierów do podpisania i wyjął z kieszeni bilet na samolot.
- Wyjeżdżamy za tydzień- oznajmił z uśmiechem.
Pani Solberg odebrała od niego bilet, ale czytając datę wylotu zmarszczyła brwi.
- Proszę Pana... ten samolot odlatuje dzisiaj. Za godzinę.
Clint po mistrzowsku udał szok.
-Jak to?!- pochylił się nad papierkiem.- Och!-krzyknął.- Naprawę Panią przepraszam...
- I co teraz?
- Eryk, koniecznie musi być na spotkaniu organizacyjnym. Jutro by przyjechał po rzeczy dobrze? To naprawdę bardzo ważne...- Barton posłał kobiecie spojrzenie Hawkeye-cię-prosi-nie-możesz-odmówić.
- Dobrze. Ale jutro wrócicie?
- Tak Proszę Pani, oczywiście.
Pani Solberg skinęła głową.
- Zadzwonię do Eryka i spotka się z panem na lotnisku.
- Dziękuje. Do widzenia!
***
Clint westchnął z ulgą, zapinając pasy w samolocie. Obok niego siedział Eryk- wysoki i wysportowany (przyleciał z treningu piłki nożnej) dwunastolatek. Chłopak miał duże, niebieskie oczy i blond włosy z grzywką. Jak na razie wymienili tylko parę zdań, ale już z tego Hawkeye mógł wywnioskować, że Eryk jest miły, bystry i sympatyczny. 
Kiedy poczuł, że maszyna oderwała się od ziemi lekko się skrzywił. Teraz trzeba było oswoić Norwega z myślą, że nie leci na wymianę.
- Hej...- zaczął.
-Tak?
- Eryk, jak być się poczuł, gdybyś się dowiedział, że nie lecimy na wymianę?
Chłopiec zbladł.
- Albo inaczej- Clint niemal słyszał w głowie kpiący głos Tashy ,,Nie ma co Barton, wyczucie to ty masz..." - Co czułbyś po za myślą ,,O kurde, porwali mnie"?
-Ym... Ja... Ja bym czuł przerażenie. Niepewność. Ciekawość. I walczył z samym sobą by cię nie kopnąć.
- Świetnie. Bo...- Hawkeye nagle wyjął telefon i szybko wykręcił numer Wdowy.
~ Nat pomóż. Wyjaśnij mu wszystko!- i nie czekając na odpowiedź kobiety podał telefon Erykowi, który powoli zaczął zlewać się z białym fotelem- aż tak zbladł.
Po jakiś 10 minutach Norweg podał mu telefon, uśmiechając się słabo.
- Rozumiem- bąknął. Barton przyłożył słuchawkę do ucha.
~ Wielkie dzięki Tasha.
~ Nie ma za co. 
~ A ty już znalazłaś tę dziewczynę?
~ Oczywiście- prychnęła.
Clint uśmiechnął się pod nosem i rozłączając się zerknął na zegarek. Wyrobił się w 2 i pół godziny.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 6

- Jak się nazywasz?
-Sammy.
- A masz może jakieś nazwisko?
-Może. 
Dr. Strange podniósł brwi. Był to wysoki mężczyzna, z bystrymi zielonymi oczami, czarnymi, włosami i charakterystyczną, krótką bródką i wąsikiem, tego samego kolory. Jego strój był dość... niezwykły. Czerwona peleryna z dużym kołnierzem, jakaś przyduża koszula, naszyjnik z okiem... Tak, zdecydowanie nie ubierał się za normalnie. Mimo to, wcale nie wyglądał śmiesznie. Wręcz przeciwnie- jak się na niego patrzyło, to nie widziało się człowieka wciśniętego w śmieszny kostium, rodem z jakiegoś starego filmu o czarodziejach. Widziało się potężnego, dostojnego, Najwyższego Maga, który gdyby chciał, mógłby cię zamienić w czajnik do herbaty. Sammy musiał przyznać, że czuł swojego rodzaju respekt do mężczyzny. Co nie znaczyło, że ma mu zaraz wygadać historię swojego życia.
- Twoi przyjaciele byli bardziej rozmowni- Dr. Strange podniósł brwi, po czym podszedł do regału, wyciągnął jakąś starą książkę i zaczął ją przeglądać.
- Przyjaciele? Załóżmy. Patricka znam od jakiś dwóch tygodni, a...Annie, tak? Poznałem dzisiaj, niemal przed chwilą- parsknął.
- Coś mi mówi, że nie przywiązujesz się zbytnio do ludzi, co?
- No.
- Nic dziwnego, patrząc na twój wcześniejszy styl życia. Od miasta, do miasta- skwitował mężczyzna, cały czas wertując książkę.
-No... Hej!Czy pan czytał mi w myślach?!- obruszył się nagle Sammy. Nic mu o swoich podróżach nie mówił! Ani jemu, ani... nikomu!
- Może tak- Strange odwrócił książkę, tak, że chłopak widział jej strony. Na kartkach błyszczały jakieś runy, a chłopiec nie mógł się pozbyć wrażenia, że to cała jego historia.
- A może i nie- dodał mag, zatrzaskując książkę i wkładając ją z powrotem na półkę.
- To było tam napisane?
- Zapomniałeś już Sammy? Jestem Najwyższym Magiem- i mam swoje sposoby.
***
- I jak Stephen? Dowiedziałeś się czegoś?- spytał Stark, kiedy tylko Mściciele i mag zostali sami w pokoju.
- Nie kłamią. HYDRA naprawdę ich uprowadziła. Patrick wcześniej mieszkał w Nowym Yorku, a Sammy znajdował się w okolicach Rzymu. 
- Jest Włochem?- zdziwił się Kapitan.
- Nie. Jak już wiecie- jest sierotą. Nie mieszkał jednak w sierocińcu, tylko od mniej więcej, 6 roku życia podróżował po świecie. 
- A co z tymi kamieniami?- spytał Clint.- Jeśli mówisz, że to prawda, to musi być 9 kamieni- i 9 dzieci.  
- Tak. Każde z tych dzieci, ma unikalną więź, ze swoim kamieniem. Jest ich 9, tak jak jest Dziewięć Królestw. 
- Asgard, Midgard, Vanaheim, Alfheim, Nidavellir, Jotunheim, Hel, Muspelheim i Svartalfeim- powiedział Thor. 
- Właśnie. Sammy i jego zielony kamień- Vanaheim. Patrick chyba Midgard, a Annie- Muspelheim. Po za tym- Dr. Strange pstryknął palcami i na ich końcu pojawił się płomień. Kiedy zgasł, mag trzymał w ręku kawałek pergaminu.- Tu macie dane reszty dzieci. HYDRA znalazła jeszcze tylko tej trójki- wskazał na trzy różne nazwiska.- Oni je szkolą, na śmiertelną broń.
- Skąd to wiesz?
- Chymn... można powiedzieć, że ,,podłączyłem" się pod te ich więź i wykryłem resztę.
- A czy oni- ci, którzy jeszcze nie są w szponach HYDRY- czy grozi im jakieś niebezpieczeństwo?- zapytał Bunner.
- Nie powinno- Strange potrząsnął przecząco głową.
- A da się tej więzi jakoś pozbyć?- spytała wreszcie Wdowa.
- Wszystkie dzieciaki muszą w tym samym momencie dotknąć swoich kamieni. Tylko tak.
- No dobra- Tony westchnął i razem z resztą Mścicieli wyszli z pokoju.- Gdzie są te dzieciaki?
- Clea- mag zajrzał do jednego z pomieszczeń. Sammy, Patrick i Annie patrzyli się jak urzeczeni na latające po całym pokoju małe, świetliste kulki.
- Tak?- dziewczyna stojąca na środku pokoju podniosła wzrok. Miała niebieskie oczy, kręcone, białe włosy i widać było, że to ona ,,produkuje" te światełka.
- Oni już muszą iść- odparł mag, starając się ukryć rozbawienie.
- Ach...- dziewczyna zmarszczyła śmiesznie nos.- Muszą?
-Tak- Strange zrobił jakiś nieokreślony gest ręką i wszystkie kulki znikły.
-Ejjj...- oburzyła się Annie.
- Chodźcie wycieczka, idziemy.
***
- HYDRA nie ma Japonki, Norwega i Polki- podsumował Steve, kiedy już wszyscy znaleźli się w Avengers Tower.- Norweg ma 12 lat, Polka 11, a Japonka jest płatną, dziewiętnastoletnią zabójczynią. 
- Najlepiej by było gdybyśmy zgarnęli najpierw tych... normalnych- podsumował Iron Man wyszukując informacje o pozostałych obdarzonych- jak ich teraz w myślach nazywał.
- Drobiazg- skwitowała Natasha, odbierając tablet od Kapitana. 
- Bardziej niż drobiazg- dodał Clint.
- Chcecie mi powiedzieć, że dacie radę sprowadzić te dzieciaki tutaj?- Stark wychylił się zza ekranu.
- Oczywiście...- parsknął Barton.
- Dajcie nam...- kontynuowała Wdowa.
- Trzy godziny- powiedzieli jednocześnie.

środa, 22 kwietnia 2015

Problemy

Problem. ,,Jaki konkretnie?" - możecie spytać.  Nie za fajny. Po prostu ostatnio internet i ogólnie komputer mi szwankuje. Dlatego w najbliższym czasie raczej nie ukaże się nowy rozdział. :/ Postaram się to dość szybko naprawić.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 5

Bruce owinął się szczelniej kurtką. Po naradzie z resztą Mścicieli, niemal natychmiast opuścił Avengers Tower. Tak, zdecydowanie musiał zabrać kogoś jeszcze go Doktora Strange'a.
Skręcił w jedną z mniejszych uliczek i wszedł do szarej, niczym nie wyróżniającej się kamienicy. Wbiegł po schodach na pierwsze piętro i zadzwonił dzwonkiem, do jednego z mieszkań. Po chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich Betty.
- O, Bruce- zdziwiła się. Długie, brązowe włosy, miała związane w luźny kucyk, a jej niebieskie oczy przypatrywały mu się z ciekawością. Cóż, ostatnio rzadko tu bywał.
- Cześć- bąknął lekko zawstydzony. Nie kontaktował się z nią dobre kilka miesięcy, a teraz bez zapowiedzi pojawia się przed drzwiami. Ale miał powód.- jest Annie?
Betty przytaknęła, cały czas mierząc go badawczym spojrzeniem, przesunęła się i wskazała na pokój dziewczynki.
Mężczyzna skinął głową, cały czas przepraszająco się uśmiechając i wszedł do mieszkania. Było dość skromnie urządzone, ale przytulne i miłe. Bruce pamiętał, że jeśli człowiek się mocno wychyli z okna, ma świetny widok, na znajdujący się niedaleko park.
- Mamo, kto przyszedł?- zza drzwi wychyliła się Annie. Kiedy tylko zobaczyła gościa, rozpromieniła się i pobiegła go przytulić.- Wujek Bruce!
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło i pogłaskał ośmiolatkę po głowie. Annie miała krótkie, brązowe włosy, oraz duże oczy, tego samego koloru. Na lekko zadartym nosie, widać było kilka piegów, a kiedy dziewczynka uśmiechała się, w policzka robiły jej się zabawne dołeczki.
- Dawno cię tu wujku nie było- stwierdziła po chwili.
- Wiem, przepraszam. Ale miałem kilka naprawdę ważnych spraw do załatwienia.
- A wiesz wujku, że założyłam farmę dżdżownic? Nawet 3! I każda kolonia, żyję w innych warunkach! I....- nawijała jak najęta, wyraźnie podekscytowana.
- Super- zaśmiał się.- To może mi je teraz pokażesz?
- Oczywiście!- zaćwierkała i pobiegła do swojego pokoju. W tym czasie Bruce szybko spytał Betty:
- Dalej ma to znamię?
- Tak, a co?
- Już chyba wiem co to jest.
- Naprawdę? Od czego to ma?
- To... skomplikowane. Ale chciałbym ją gdzieś zabrać, bo muszę się upewnić.
- A gdzie?
- Betty, to naprawdę skomplikowane.
- Ale mam prawo wiedzieć.
- Tak, ale...
- Bruce, jestem jej matką!
- A ja jestem ojcem!
Pomiędzy dorosłymi zapadła niezręczna cisza. Tak, Bunner był ojcem Annie. Ona oczywiście o tym nie wiedziała, z jej punktu widzenia nigdy taty nie miała. Dlatego Bruce, który postanowił jednak utrzymywać z nią kontakty, był tylko ( a może ) wujkiem.
- Wujek!- do salonu wróciła Annie, dźwigając pod pachą sporej wielkości terrarium na dżdżownice, a w rękach trzymając drugie. Na szczęście nie usłyszała rozmowy, która miała przed chwilą miejsce.
- Patrz Wujku, to Bob, to Jenny, to Ken....- zaczęła wymieniać, wskazując na poszczególne owady.
- Naprawdę je nazywasz?- naukowiec podniósł brwi.
- Nie- dziewczynka wybuchła śmiechem.- Nabrałam cię!
Mężczyzna uśmiechnął się lekko rozbawiony, ale nie żartem dziewczynki, a jej zachowaniem. Była urocza. Zabawna. I kompletnie do niego nie podobna.
Następne 20 minut, Annie świergotała, o różnicach w komórkach dżdżownic żyjących w słońcu i zaciemnieniu. Po tym czasie Bruce uznał, że (niestety) musi już wracać.
Zdjął z kolan teczkę, zawierającą zdjęcia.... no, różnych rzeczy, wstał i powiedział:
- To ja będę się już...
- Annie, dzisiaj śpisz u Wujka!- nagle oznajmiła Betty, posyłając mu jednocześnie spojrzenie mówiące: Jak chcesz się nią zająć, to już na pełen etat.
- Naprawdę?! Super!!!- rozpromieniła się Annie.
- No...  pójdziemy na wycieczkę. I znów spotkasz się z wujkiem Tony'm.
- Super! A czy będzie też Pan Richards i Pan Pym?
- Nie, niestety dzisiaj ich nie będzie.
- A gdzie pójdziemy?- dziewczynka zmieniła temat.
- Zobaczysz. A teraz idź się ubierać.
- A co z ubraniami?- - przechyliła pytająco główkę.
- Przyniosę ci- powiedziała Betty, po czym spojrzała na Bruce'a.- Avengers Tower, tak?
Skinął głową, jednocześnie podając Annie kurtkę. Po chwili mała była już na klatce schodowej.
- Powiesz mi, kiedy już będziesz wiedział co to jest?- zatrzymała go w drzwiach.
- Oczywiście.
- Myślisz, że to coś groźnego?- kobieta spojrzała z troską, na próbującą zjeżdżać na poręczy schodów Annie.
- Nie wiem. Na pewno nic naturalnego.
- Powodzenia- Betty pocałowała go w policzek i zamknęła drzwi. Bruce jeszcze przez chwilę patrzył się w błyszczącą, srebrną 3 na drzwiach mieszkania, po czym obrócił się do Annie i powiedział:
-Chodź Ann.
Dziewczynka złapała go za rękę i posłusznie za nim dreptała.
-A gdzie idziemy?
- Do takiego Pana co cię zbada.
- Idziemy do lekarza?- przystanęła zdziwiona.- A ty nie możesz mnie Wujku zbadać?
-Nie do końca. To...- westchnął.- Pamiętasz jak miałem sprawdzić to twoje nowe znamię?
-Tak- Annie przytaknęła i podwinęła lekko rękaw, pokazując znak niemal identyczny to tych co mieli ci dwaj chłopcy.
- Wtedy mówiłem, że to nic. Ale jednak to coś. I ten Pan, powie nam co to. Razem z nami, będzie tam jeszcze dwóch chłopców, troszkę starszych od ciebie, dobrze?
-Dobrze!
-A i jeszcze jedno...- dodał, kiedy dotarli już pod Sanctum Sanctorum.
- Tak Wujku?
-Pamiętasz jak mówiłem, że magia nie istnieje?
Dziewczynka przytaknęła.
- Tutaj jest trochę inaczej.



piątek, 20 marca 2015

Drugi Spot Avengers: Age of Ultron

Wczoraj ( w moje urodzinki :3) wyszedł drugi spot, Avengers: Age of Ultron. No, normalnie bym o tym nie pisała, ale ten spot jest taki fajny.... :D Chyba nawet mój ulubiony. ;)
Szczególnie podoba mi się ,,prezentacja" Quicsilver'a i Hawkeye'a. A wy co o nim sądzicie? Jaka scena podobała wam się najbardziej? :)


https://www.youtube.com/watch?v=0WM915QsOyI


( PS. Następny rozdział, postaram się wrzucić jak najszybciej ;) )

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 4

-To...- zaczął zdziwiony nie-Hulk, a Wdowa weszła mu w słowo:
- Nieprawdopodobne. Niemożliwe. Ale interesujące- skrzyżowała ręce na piersi i wbiła wzrok w chłopaków.- Jak to udowodnicie?
- Tasha- syknął cicho Hawkeye.
A więc tak na nią mówią...- pomyślał Patrick, po czym wymienił spojrzenia z Sammy'm.
- Udowodnić? Macie ten kamień, prawda?
Kapitan niechętnie przytaknął.
- Zaprowadźcie mnie do niego. Pokaże wam wtedy, że nie kłamie.
Mściciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-No- skwitował Stark.- to zobaczymy.
***
Sammy wbił wzrok w zielony kamień leżący na podeście, w jednej z sal Avengers Tower. Kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, automatycznie zbladł i zachwiał się. Po za tym wyglądał jak w napadzie gorączki. Trochę to Patrick'a martwiło, ale jednak jego przyjaciel mówił cały czas normalnie i składał sensowne zdania.
Kamień był wielkości szyszki, był idealnie wypolerowany i owalny. Mienił się lekką, zielonkawą poświatą, a moc, którą promieniował, było czuć na drugim końcu pomieszczenia.
- Na pewno wiesz co robisz?- szepnął do Sammy'ego, jednocześnie dochodząc do wniosku, że od kiedy go poznał, coraz częściej powtarza to pytanie.
- Pf... oczywiście...- chłopak uśmiechnął się.- ...że nie.
-Dobijasz mnie- skwitował.
- Dobra, teraz złapcie się czegoś- powiedział Sammy po czym rozłożył ręce i zamknął oczy.
-Postoje- odparł pan Stark, ale ten już go nie słuchał. Chłopaka zaczęła otaczać zielona mgła i kiedy otworzył, zaciśnięte wcześniej w pięści dłonie, po całym pokoju przeszła ,,fala" energii, która zwaliła wszystkich z nóg.
- Sammy!- syknął Patrick, zrywając się z nóg.- Co ty wyprawiasz?!
-Nic- bąknął chłopak, lekko zataczając się na nogach.- Absolutnie nic- dodał, po czym osunął się na ziemię.
- Żyjesz?- Patrick kucnął przy przyjacielu.
- Nie. Jestem martwy. Więc zostaw mnie i idź wybierać kwiaty na pogrzeb.
- Mówiłem ci już, że mnie wkurzasz?
- Z 1,2, może 100 razy.
- Dobra- pan Stark dźwignął się na nogi.- Wy tu sobie chłopaki kontynuujcie rozmowę na poziomie, a my... my wyjdziemy na chwilę- razem z resztą Mścicieli wyszli z pomieszczenia.
***
- Co o tym sądzicie?- spytał się Tony.
- Bolało, jakby było prawdziwe- skrzywił się Hawkeye, pocierając posiniaczone ramię. 
- To zdecydowanie jeden z magicznych artefaktów Asgardu- odparł pewnie Thor.
Kapitan wbił spojrzenie w ziemię.
- Nie wiem co o tym sądzić. Ale jeśli HYDRA jest w to zamieszana.... Ci chłopcy przychodząc do nas narazili się na poważne niebezpieczeństwo. Myślicie, że ich śledzą?
- Na pewno- skwitowała Natasha.- ale...- zawahała się. Wyglądała jakby wiedziała coś więcej.
Clint trącił ją lekko łokciem.
- Ale... widziałam już dzieci w ich wieku, a nawet młodsze potrafiące kłamać niemal po mistrzowsku. Bez mrugnięcia okiem wymyślały najróżniejsze historie.
- Do czego zmierzasz?- Steve podniósł wzrok na Wdowę. 
- Te dzieci były wykorzystywane przez najróżniejsze organizacje, w celu pozyskiwania informacji. Szpiegowały, a potem, kiedy już dowiedziały się tego czego chciały- zabijały. Bez najmniejszych skrupułów. 
W sali zapanowała cisza. 
- Chyba wiem jak to sprawdzić- nagle Stark podskoczył, wyraźnie podekscytowany. - Co powiecie, na Strange'a?
Drużyna wymieniła zaskoczone spojrzenia.
- Naprawdę, kto według was będzie wiedział więcej o jakimś magicznym artefakcie, jakimś ,,powiązaniu", niż Najwyższy Mag? Jednocześnie, będziemy mogli zobaczyć, czy nie kłamią.
- Masz rację Tony- odezwał się wcześniej milczący Bruce.- To dobry powód, by złożyć mu wizytę. Ale mam jedną... prośbę. Zabierzemy kogoś jeszcze.
- Kogo?- spytał Clint.
- Zobaczycie.




sobota, 7 marca 2015

Rozdział 3

-Sammy, na pewno wiesz co robisz?- Patrick zerknął niepewnie na przyjaciela.
-Ja? Ja zawsze wiem co robię. Tak jakby. Nieważne- chłopak machnął lekceważąco ręką, jednocześnie majstrując coś przy zegarku. 
- Idzie.
Sammy szybko schował swoje nowe dzieło, jednocześnie starając się przybrać jak najbardziej ,,niewinną" pozycję.
- Witam chłopcy- w drzwiach ich celi pojawił się Doktor. Był to niewysoki, siwiejący już mężczyzna z bystrym spojrzeniem i chwilami zatrważającym spokojem. Jak zawsze, miał na sobie znoszony, zielony płaszcz. Codziennie odwiedzał chłopców, starając się ich przekonać do idei HYDRY. Jak na razie nieskutecznie.
Sammy wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Patrick'iem. Mieli plan. 
-Dzień dobry- bąknął. Starał się grać zrezygnowanego.
-Gotowi na dzisiejszą rozmowę?
Patrick niechętnie przytaknął i wstał, a Sammy poszedł w jego ślady. 
-Ciesze się, że zmądrzeliście i nie stawiacie oporu- Doktor uśmiechnął się i ruszył korytarzem, a chłopaki za nim. Po chwili doszli do niewielkiego pomieszczenia, zwanego  ,,salonem". Cóż, gdyby nie gigantyczny znak HYDRY na ścianie, oraz komputer zajmujący większość pomieszczenia... nie, to wcale nie przypominało salonu. 
Sammy zerknął na ekran komputera. Wyświetlały się tam różne wiadomości o misjach HYDRY, a także o osobach które organizacja obserwowała. 
Na jednym z ekraników, widać było kobietę, superbohaterkę, która walczyła z jakimś robotem. Kiedy odwróciła się przodem do kamery, chłopak rozpoznał w niej Capitan Marvel.
Na drugim, nic się nie działo, był to tylko jakiś budynek. Szkoła Charlesa Xaviera dla szczególnie uzdolnionych- jak głosił napis. 
Trzeci.... trzeci to był jakiś czerwony gostek, siekający dwoma mieczami co popadnie, przy tym rzucając co chwila jakieś (nie)śmieszne żarty.
Kiedy Doktor zobaczył, że Sammy obserwuje to wszystko, podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. 
-Widzisz chłopcze? HYDRA ma wszystko pod kontrolą. Nic nam nie umknie.
-Naprawdę?- Patrick stanął obok nich i z udawaną fascynacją wpatrywał się w ekran.
-Tak- Doktor przytaknął.- HYDRA kontroluje ten świat. A kiedyś, stworzy nowy, lepszy. Może już nawet niedługo. Jeśli wy się przyłączycie.... zdziałamy cuda- dodał szeptem. 
Chłopcy wymienili spojrzenia. Ona naprawdę wierzył w słuszność działań HYDRY. Może oni, gdyby nie widzieli co organizacja robi z wrogami, też by uwierzyli.... 
Sammy skinął głową na Patricka. Chłopak musiał zagadać Doktora, aby Sammy zdążył podpiąć się do ich sieci i znaleźć plan budynku, który był im potrzebny do ucieczki. 
-A co to jest?- wskazał na budynek szkoły, którego zdjęcie wyświetlało się na ekranie.
-To szkoła dla mutantów, założona przez Charlesa Xaviera. Założył on również drużynę X-Men'ów...
Sammy ,,wyłączył" słuch i skupił się na swoim zadaniu. Stłukł szybkę z zegarku i wyjął z niej małą pluskwę, którą przyczepił do ściany. Następnie wyjął stary, zepsuty telefon i cienkim drutem, połączył go z drugim urządzeniem. Ekran zamigotał, a po chwili wyświetlił masę najróżniejszych informacji. 
Plan, plan, plan.... 
Sammy uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy znalazł to czego szukał.
Podniósł wzrok na Patrick'a i gestem wskazał zegarek. Chłopak przytaknął, że zrozumiał. Niestety zobaczył to również Doktor.
-Co tam masz?- przechylił pytająco głowę i zaczął podchodzić do Sammy'ego, a kiedy zobaczył co jest na ekraniku zamarł.
-Wy....
Sammy z Patrick'iem nie dosłyszeli co Doktor miał do powiedzenia, bo szybko wybiegli z pomieszczenia. Chwilę później rozległ się alarm, a z głośników dobiegało:
- Złapać obiekty 086, 087!
-Jak miło- bąknął Patrick. Pociągnął Sammy'ego do jednego z okien. -Nie krzycz- poprosił.
Chłopak przytaknął i z twarzą nie wyrażającą żadnych emocji, patrzył jak jego przyjaciel bez najmniejszego trudu rozwala kuloodporną szybę i jej tytanowe obicie. Później jednak nie mógł powstrzymać się od wrzasku, kiedy wyższy od niego Patrick, złapał go za bluzkę i wyrzucił przez okno. 
- DUUUUUPEEEEKKKK!!!!!!!!!!- darł się. Następnie zamknął oczy, czekając na zderzenie z ziemią, ale ku zdziwieniu chłopaka nic takiego nie poczuł.
- Umarłem?
- Blisko. Wpadłeś do kosza z odpadami.
- Fuj!- Sammy zerwał się i spojrzał zdziwiony na Patricka, który stał obok niego niewzruszony.
- Czy zaszczycisz mnie odpowiedzią- CO TO KURDE BYŁO?!
- Ja...- Patrick jednak nie dokończył. Usłyszał wystrzał z pistoletu, a tuż nad głową Sammy'ego śmignęła kula, ucinając ku kilka sterczących włosów. 
-To może później Supermanie. Chodź!- rzucili się do niepilnowanej części ogrodzenia. 
Nagle usłyszeli czyjś głos:
-Możecie iść chłopcy. Ale pamiętajcie- znajdziemy was.
Alarm się wyłączył, a przyjaciele wymienili zdziwione spojrzenia. Mimo to wybiegli szybko z bazy HYDRY i zatrzymali się dobry kawałek drogi od niej.
- Coś mi mówi, że mamy kłopoty- bąknęli jednocześnie. 

wtorek, 10 lutego 2015

Spider-Man z Avengers!

Nowina dnia! ;)
Sony (wreszcie) dogadało się z Marvelem i nasz Sympatyczny Pajęczak z Sąsiedztwa, oficjalnie należy do MCU (Marvel Cinematic Universe). Dzięki temu, będzie on mógł pojawiać się na ekranie razem z bohaterami takimi jak m.in. Iron-Man, Capitan America, czy Black Panther. :) Z resztą i na odwrót, w filmie Spider-Man, który wejść do kin ma 28 lipca 2017 r, pojawić się może np. Tony Stark ;)


Jedyny minus? (Przynajmniej według mnie)- Marvel przesunął wszystkie filmy, od Thora 3, do Inhumans. Nie ruszał tylko Avengers: Infinity War.

Cóż.... Peter jest, ale na Black Panther i Inhumans będę teraz musiała dłużej czekać. :/ Coś za coś?


A wy? Co sądzicie o ,,przybyciu" Peter'a? I na jaki film III fazy najbardziej czekacie? :)

piątek, 6 lutego 2015

Uśmiech! ;)

Może coś na umilenie czasu przed następnym rozdziałem? ;) Ostatnio nie mam po prostu jak go wstawić ;)














czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 2

-Wow-Sammy wytrzeszczył oczy. Avengers Tower była pełna różnych urządzeń, które sprawiały, że chłopak uśmiechał się coraz szerzej i szerzej. Nagle usłyszał cieniutki głosik:
-Hej, uwazaj! Plawie mnie zdeptałeś!- przed chłopakiem stała mała dziewczynka z rudymi włosami do ramion, zadartym noskiem z lekkimi piegami i brązowymi oczami. Mogła mieć jakieś... 5 lat?
-No bez przesady- uśmiechnął się.-aż tak mała by cię zdeptać, to ty nie jesteś- zażartował.
-Moze- zachichotała.
-Cześć-podszedł do nich Patrick i kucnął przed dziewczynką.- Jak się nazywasz?
-Emily Vigjinia Stajk- wysepleniła, po czym przechyliła pytająco główkę.- A wy?
-Jestem Sammy-chłopak ukłonił się.- A to mój giermek Patrick.
-Chyba powinno być na odwrót- wtrącił się wyżej wymieniony, ale zanim chłopcy zdążyli zacząć kłótnię, coś znajomie kliknęło i drzwi niedaleko stojącej windy otworzyły się. Wyszedł z niej...
-Tata!- pisnęła Emily i podbiegła do mężczyzny.
Tony Stark uśmiechnął się i wziął córkę na ręce.
-No hej szkrabie- połaskotał ją pod pod brodą, a mała zachichotała zachwycona.
-Ci chłopcy są do ciebie?- spytała, wskazując Sammy'ego i Patrick'a.
-Tak- bystre oczy geniusza spoczęły na chłopcach.- To moi nowi goście.
-No, a ty młoda panno- spojrzał na Emily.- prędko do mamy, wołała cię, Mini Pepper-po
-Już idę- dziewczynka pocałowała tatę w policzek, pomachała chłopakom, po czym pobiegła w kierunku schodów.
-Yyy... dzień dobry?-bąknął niepewnie Patrick.
-Załóżmy-Stark skinął głową, po czym wskazał drzwi windy.- Chodźcie, chciałbym was komuś przedstawić.
***
-Yyy... dzień dobry?- wydukał Patrick.
-Powtarzasz się- skwitował Sammy, ale po piorunującym spojrzeniu kolegi poprawił się:
-No to ja też się powtórzę- Dzień dobry.
-Witajcie- odpowiedział odruchowo Steve Rogers, wysoki mężczyzna z blond włosami i niebieskimi oczami, znany również jako Kapitan Ameryka. Siedział przy stole w ,,sali narad", do której zaprowadził ich Stark. Obok niego siedzieli:
Thor- wysoki, muskularny nordycki bóg z blond włosami do ramion i dużymi, niebieskimi oczami.
Hawkeye- niebiesko-szarooki blondyn z szerokim uśmiechem na twarzy, przypatrujący się chłopcom z zainteresowaniem.
Czarna Wdowa- zgrabna, ładna kobieta z krótkimi, rudymi włosami i dużymi, zielonymi oczami, zdającymi się przewiercać ich na wylot.
Chymn.... Hulk? Sammy zmarszczył lekko brwi. Ten spokojny mężczyzna o brązowych oczach i bystrych, ciemnozielonych oczach zerkających zza okularów w niczym nie przypominał tej wielkiej, zielonej, siejącej postrach i zniszczenie bestii.... No tak!
Sammy musiał ugryźć się w język, by nie krzyknąć z triumfem. 
Przecież Hulk, to napromieniowany promieniami Gamma naukowiec! Człowiek! Więc logicznie rozumując, ten mężczyzna musiał być tym naukowcem! Tylko jak on się nazywał...
-Sammy!- chłopak podskoczył. Tak się zamyślił, że nie zauważył trwającej już rozmowy.
-C-co?- mruknął rozglądając się po pomieszczeniu jak kompletny idiota.
Wyłapał wzrok Patricka mówiący ,,Proszę ogarnij się." i spojrzenie Starka mówiące ,,Jesteś dziwny, ale lubię cię. Chyba."
-Pytaliśmy się- powiedziała Czarna Wdowa.- Dlaczego uważacie, że więziła was HYDRA i że jesteście związani z tymi kamieniami.
-A- Sammy skinął głową, po czym zatarł ręce z uśmiechem.- Dobrze, że siedzicie, bo zapowiada się na dłuższą historię. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 1

-Sir, jakiś chłopiec chce z Panem rozmawiać.
-Świetnie JARVIS- bąknął geniusz i miliarder, Tony Stark.-Powiedz mu, że konsultacji udzielam o ósmej i szesnastej w co drugi czwartek- przekręcił się na drugi bok. Od rana nie wstawał z łóżka.
Wczoraj, razem z resztą Mścicieli, walczył dobre kilka godzin, tylko po to, by odzyskać jakiś magiczny kamyczek, o niewiadomym działaniu i dzisiaj chciał ograniczyć swoją aktywność ruchową do 0%.
-Sir, a może chcę go Pan jednak, usłyszeć, zobaczyć...- nalegała sztuczna inteligencja.
-A co ci tak na tym JARVIS zależy?-parsknął geniusz.
-Ponieważ on mówi o tym kamieniu Sir. I to mówi takie rzeczy, które mogą Pana zainteresować.
-Pokaż mi go- Stark usiadł na łóżku. Ekran na ścianę zamigotał, po czym pokazał na oko jedenastoletniego chłopca. Miał brązowe włosy, zielone oczy i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
-Dobra młody- powiedział Tony, a chłopak podskoczył zaskoczony.- teraz mi wszystko ładnie opowiesz.
-Jasne- dzieciak przytaknął i niespokojnie przeczesał ręką włosy.- Mam na imię Sammy i mam 12 lat. Od urodzenia mam dziwne znamię na nadgarstku i kilka tygodni temu, okazało się, że łączy mnie ono z jednym magicznym kamyczkiem, który od 11 godzin, 46 minut i 5 sekund jest w waszym posiadaniu. Z tego co wiem, to... jest zielony? Ok, nie ważne. Chodzi o to, że tych kamieni jest dziewięć i każdy ma swojego opiekuna, w wieku od ośmiu, do dziewiętnastu lat. One sprawiają, że mamy różne... supermoce? No, coś w ten deseń- chłopiec zamilkł, jakby zastanawiając się, co by jeszcze powiedzieć. Tony przyglądał się mu w milczeniu i doszedł do dwóch wniosków. Chłopak:
a) nie miał prawego buta
b) czekał na kogoś.
-Mam przyjaciela- wypalił w końcu.- I on też to ma. A wiesz jak się z nim poznałem? W.... więzieniu HYDRY.
Stark podskoczył.
-JARVIS, pokaż tego chłopaka i całą jego gadkę reszcie drużyny.
-Oczywiście Sir.
A do Sammy'ego dodał:
- Młody, zaczekaj, chwilkę, ok?
Dzieciak tylko przytaknął i wbił wzrok w buty. Wyraźnie na kogoś czekał.
-No, jesteś!- nagle zza zakrętu wybiegł wysoki blondyn i z uśmiechem podbiegł po Sammy'ego.
-Masz- wcisnął mu buta do ręki.
-Bo grunt, to dyskretność w dostarczaniu takich nienormalnych prezentów, prawda?
-Mów, uwierzyli?
-Chyba tak.
-A pomogą?
-Nie potrzebujemy ich pomocy!
-Prawie cię trafił.
-Prawie.
-Kiedyś w końcu trafi.
-Optymista.
-Realista.
Przez chwilę obaj milczeli. Po chwili blondyn spytał:
- A jak ty właściwie z nim rozmawiałeś? Przecież stoisz na zewnątrz.
-Rany...- Sammy przewrócił oczami i teatralnie westchnął.- Ja cię nie znam....
-Odezwał się pan megamądry i meganormalny.
-A żebyś wiedział.
Tony z rozbawieniem słuchał tej wymiany zdań. W końcu usłyszał głos JARVIS'a.
-Sir, wszyscy już to obejrzeli i znajdują się w Sali Narad.
-Świetnie. A więc, mogę ich tu wpuścić Kapitanie?- spytał Stark, ubierając się.
-Czemu nie.
-No to jedziem!- miliarder zatarł ręce i rzucił do czekających na zewnątrz chłopaków:
-No wchodźcie. Witamy w Avengers Tower!