- Dzięki. U nas w sierocińcu wszyscy mówią przynajmniej jednym językiem obcym- wyjaśniła dziewczyna.
- Mówiłaś, że był ,,międzynarodowy"?
-No tak. Mieszkają w nim dzieci z najróżniejszymi korzeniami. Na przykład Hiszpanie, Brazylijczycy, Rosjanie...
- Super!- krzyknął Eryk, ale zaraz zmieszany się poprawił.- No... jak na sierociniec- bąknął.
Oliwia zachichotała.
- Nie ma sprawy. W sumie nie był taki zły. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
-No mam nadzieję- chłopak ściszył głos.- Co o nich myślisz?- skinął głową na siedzących przed nimi Mścicieli.
- Sama nie wiem. Grunt, że oni mnie nie lubią.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Jak ta agentka mi wszystko powiedziała, to tak się wystraszyłam, że próbowałam uciec i krzyczeć. Zasłoniła mi usta dłonią, a wtedy... ugryzłam ją- Oliwia zarumieniła się zawstydzona.- Później mnie ogłuszyła i obudziłam się w samolocie.
- No nieźle- obydwoje rzucili niepewne spojrzenia na przednie siedzenia. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ich nie okłamali.
***
- Czyli wy też to macie?
- Na jak widać- Eryk zerknął z zaciekawieniem na swój nadgarstek. Teraz, kiedy zobaczył, ze nie jest z Oliwią jedynymi dziećmi, a sam pan Stark ma małą córeczkę, trochę się uspokoił. Coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że może ci Amerykanie nie chcą mu jednak nic zrobić.
- Ja to mam dopiero od paru tygodni- Annie wzruszyła ramionami. Wydawała się lekko onieśmielona obecnością starszych dzieci.
- Ja od urodzenia- skwitował szatyn, którego imienia Norweg nie mógł zapamiętać.
- Ja też- przytaknął mu Patrick. Następnie spojrzał na Oliwię, która stała tylko i od rzucenia na początku cichego ,,Cześć" nie odzywała się wcale.- A ty?
- On się spytał, od kiedy to masz- powtórzył szatyn, głośno i dobitnie, rozdzielając każde słowo.
- Wiem przecież!- obruszyła się nagle blondynka.- Jestem polką, nie kosmitką! Umiem mówić po angielsku!
Eryk, Patrick i Annie parsknęli śmiechem, a szatyn lekko speszony uśmiechnął się i wyciągnął przyjaźnie rękę.
- Mój błąd. Sammy jestem.
- To też zrozumiałam.
-Wiem.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym uścisnęła niepewnie dłoń chłopaka.
- To od kiedy to masz?
- Od jakiś dwóch lat.
Sammy skinął głową, po czym streścił ich pobyt w placówce HYDRY, oraz wizytę u Dr. Strange'a.
-Czyli... po za naszą piątką jest jeszcze czwórka z tymi znakami, tak?- podsumował Eryk.
-Dokładnie- Annie skinęła głową. W tym samym momencie, do pokoju w którym stali weszli Mściciele.
-No dobra- Tony Stark zatarł ręce.- Ustaliliśmy, że póki nie pozbędziemy się tych waszych więzi z kamieniami, albo chociaż nie dowiemy się o nich więcej, będzie mieszkać tutaj.
-Tutaj?- Patrick wytrzeszczył oczy.- W Avengers Tower?- rozejrzał się po reszcie, jakby chcąc się upewnić, że nie tylko on to słyszał.
-Ale i tak będziecie musieli chodzić do szkoły- uśmiechnął się Hawkeye.
-Właśnie, to z niczego was nie zwalnia- przytaknęła Wdowa.- Jest tylko jeden warunek. Nikt nie może wiedzieć, że tu mieszkacie.
Dzieciaki jednocześnie skinęły głowami.
Doktor Bunner uśmiechnął się sympatycznie.
-Chodźcie, zaprowadzę was do waszych pokoi.
- Ja od urodzenia- skwitował szatyn, którego imienia Norweg nie mógł zapamiętać.
- Ja też- przytaknął mu Patrick. Następnie spojrzał na Oliwię, która stała tylko i od rzucenia na początku cichego ,,Cześć" nie odzywała się wcale.- A ty?
- On się spytał, od kiedy to masz- powtórzył szatyn, głośno i dobitnie, rozdzielając każde słowo.
- Wiem przecież!- obruszyła się nagle blondynka.- Jestem polką, nie kosmitką! Umiem mówić po angielsku!
Eryk, Patrick i Annie parsknęli śmiechem, a szatyn lekko speszony uśmiechnął się i wyciągnął przyjaźnie rękę.
- Mój błąd. Sammy jestem.
- To też zrozumiałam.
-Wiem.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym uścisnęła niepewnie dłoń chłopaka.
- To od kiedy to masz?
- Od jakiś dwóch lat.
Sammy skinął głową, po czym streścił ich pobyt w placówce HYDRY, oraz wizytę u Dr. Strange'a.
-Czyli... po za naszą piątką jest jeszcze czwórka z tymi znakami, tak?- podsumował Eryk.
-Dokładnie- Annie skinęła głową. W tym samym momencie, do pokoju w którym stali weszli Mściciele.
-No dobra- Tony Stark zatarł ręce.- Ustaliliśmy, że póki nie pozbędziemy się tych waszych więzi z kamieniami, albo chociaż nie dowiemy się o nich więcej, będzie mieszkać tutaj.
-Tutaj?- Patrick wytrzeszczył oczy.- W Avengers Tower?- rozejrzał się po reszcie, jakby chcąc się upewnić, że nie tylko on to słyszał.
-Ale i tak będziecie musieli chodzić do szkoły- uśmiechnął się Hawkeye.
-Właśnie, to z niczego was nie zwalnia- przytaknęła Wdowa.- Jest tylko jeden warunek. Nikt nie może wiedzieć, że tu mieszkacie.
Dzieciaki jednocześnie skinęły głowami.
Doktor Bunner uśmiechnął się sympatycznie.
-Chodźcie, zaprowadzę was do waszych pokoi.
***
-Ale fajnie! To będę tu na razie mieszkać wujku?- Annie spojrzała pytająco na mężczyznę.
-Tak, ale kiedy tylko będziesz chciała odwiedzimy mamę.
-Jupi!-pisnęła dziewczynka, skacząc po swoim nowym łóżku i jednocześnie rozglądając się dookoła. Pomieszczenie było dość małe i skromnie urządzone, jakby na sam pomysł jego zrobienia, dorośli wpadli przed chwilą. Dwa łóżka ustawione na przeciwko siebie, duży, metalowy blat wystający ze ściany zrobionej z tego samego materiału i dywan po środku, to było całe wyposażenie.
Dzieląca z nią pokój Oliwia, jak zaklęta wpatrywała się w okno, z którego roztaczał się naprawdę imponujący widok na Nowy York.
-Myślę, że jest ok- stwierdziła Polka, przenosząc wzrok na swoją nową współlokatorkę.
-Chłopaki mieszkają na przeciwko- wujek Bruce kucnął przed Annie i położył jej rękę na ramieniu.- Jakby coś, jestem piętro wyżej, dobrze?
Dziewczynka przytaknęła.
-To ja pójdę teraz uświadomić chłopców, że to wszystko mimo wszystko jest drogie i delikatnie zasugerować by nic nie rozwalali.
Kiedy dorosły wyszedł z pokoju, Annie zerknęła na Oliwię.
-O czym tak myślisz?
Dziewczyna spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko.
-O tym, że robi się ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz