czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 2

-Wow-Sammy wytrzeszczył oczy. Avengers Tower była pełna różnych urządzeń, które sprawiały, że chłopak uśmiechał się coraz szerzej i szerzej. Nagle usłyszał cieniutki głosik:
-Hej, uwazaj! Plawie mnie zdeptałeś!- przed chłopakiem stała mała dziewczynka z rudymi włosami do ramion, zadartym noskiem z lekkimi piegami i brązowymi oczami. Mogła mieć jakieś... 5 lat?
-No bez przesady- uśmiechnął się.-aż tak mała by cię zdeptać, to ty nie jesteś- zażartował.
-Moze- zachichotała.
-Cześć-podszedł do nich Patrick i kucnął przed dziewczynką.- Jak się nazywasz?
-Emily Vigjinia Stajk- wysepleniła, po czym przechyliła pytająco główkę.- A wy?
-Jestem Sammy-chłopak ukłonił się.- A to mój giermek Patrick.
-Chyba powinno być na odwrót- wtrącił się wyżej wymieniony, ale zanim chłopcy zdążyli zacząć kłótnię, coś znajomie kliknęło i drzwi niedaleko stojącej windy otworzyły się. Wyszedł z niej...
-Tata!- pisnęła Emily i podbiegła do mężczyzny.
Tony Stark uśmiechnął się i wziął córkę na ręce.
-No hej szkrabie- połaskotał ją pod pod brodą, a mała zachichotała zachwycona.
-Ci chłopcy są do ciebie?- spytała, wskazując Sammy'ego i Patrick'a.
-Tak- bystre oczy geniusza spoczęły na chłopcach.- To moi nowi goście.
-No, a ty młoda panno- spojrzał na Emily.- prędko do mamy, wołała cię, Mini Pepper-po
-Już idę- dziewczynka pocałowała tatę w policzek, pomachała chłopakom, po czym pobiegła w kierunku schodów.
-Yyy... dzień dobry?-bąknął niepewnie Patrick.
-Załóżmy-Stark skinął głową, po czym wskazał drzwi windy.- Chodźcie, chciałbym was komuś przedstawić.
***
-Yyy... dzień dobry?- wydukał Patrick.
-Powtarzasz się- skwitował Sammy, ale po piorunującym spojrzeniu kolegi poprawił się:
-No to ja też się powtórzę- Dzień dobry.
-Witajcie- odpowiedział odruchowo Steve Rogers, wysoki mężczyzna z blond włosami i niebieskimi oczami, znany również jako Kapitan Ameryka. Siedział przy stole w ,,sali narad", do której zaprowadził ich Stark. Obok niego siedzieli:
Thor- wysoki, muskularny nordycki bóg z blond włosami do ramion i dużymi, niebieskimi oczami.
Hawkeye- niebiesko-szarooki blondyn z szerokim uśmiechem na twarzy, przypatrujący się chłopcom z zainteresowaniem.
Czarna Wdowa- zgrabna, ładna kobieta z krótkimi, rudymi włosami i dużymi, zielonymi oczami, zdającymi się przewiercać ich na wylot.
Chymn.... Hulk? Sammy zmarszczył lekko brwi. Ten spokojny mężczyzna o brązowych oczach i bystrych, ciemnozielonych oczach zerkających zza okularów w niczym nie przypominał tej wielkiej, zielonej, siejącej postrach i zniszczenie bestii.... No tak!
Sammy musiał ugryźć się w język, by nie krzyknąć z triumfem. 
Przecież Hulk, to napromieniowany promieniami Gamma naukowiec! Człowiek! Więc logicznie rozumując, ten mężczyzna musiał być tym naukowcem! Tylko jak on się nazywał...
-Sammy!- chłopak podskoczył. Tak się zamyślił, że nie zauważył trwającej już rozmowy.
-C-co?- mruknął rozglądając się po pomieszczeniu jak kompletny idiota.
Wyłapał wzrok Patricka mówiący ,,Proszę ogarnij się." i spojrzenie Starka mówiące ,,Jesteś dziwny, ale lubię cię. Chyba."
-Pytaliśmy się- powiedziała Czarna Wdowa.- Dlaczego uważacie, że więziła was HYDRA i że jesteście związani z tymi kamieniami.
-A- Sammy skinął głową, po czym zatarł ręce z uśmiechem.- Dobrze, że siedzicie, bo zapowiada się na dłuższą historię. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 1

-Sir, jakiś chłopiec chce z Panem rozmawiać.
-Świetnie JARVIS- bąknął geniusz i miliarder, Tony Stark.-Powiedz mu, że konsultacji udzielam o ósmej i szesnastej w co drugi czwartek- przekręcił się na drugi bok. Od rana nie wstawał z łóżka.
Wczoraj, razem z resztą Mścicieli, walczył dobre kilka godzin, tylko po to, by odzyskać jakiś magiczny kamyczek, o niewiadomym działaniu i dzisiaj chciał ograniczyć swoją aktywność ruchową do 0%.
-Sir, a może chcę go Pan jednak, usłyszeć, zobaczyć...- nalegała sztuczna inteligencja.
-A co ci tak na tym JARVIS zależy?-parsknął geniusz.
-Ponieważ on mówi o tym kamieniu Sir. I to mówi takie rzeczy, które mogą Pana zainteresować.
-Pokaż mi go- Stark usiadł na łóżku. Ekran na ścianę zamigotał, po czym pokazał na oko jedenastoletniego chłopca. Miał brązowe włosy, zielone oczy i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
-Dobra młody- powiedział Tony, a chłopak podskoczył zaskoczony.- teraz mi wszystko ładnie opowiesz.
-Jasne- dzieciak przytaknął i niespokojnie przeczesał ręką włosy.- Mam na imię Sammy i mam 12 lat. Od urodzenia mam dziwne znamię na nadgarstku i kilka tygodni temu, okazało się, że łączy mnie ono z jednym magicznym kamyczkiem, który od 11 godzin, 46 minut i 5 sekund jest w waszym posiadaniu. Z tego co wiem, to... jest zielony? Ok, nie ważne. Chodzi o to, że tych kamieni jest dziewięć i każdy ma swojego opiekuna, w wieku od ośmiu, do dziewiętnastu lat. One sprawiają, że mamy różne... supermoce? No, coś w ten deseń- chłopiec zamilkł, jakby zastanawiając się, co by jeszcze powiedzieć. Tony przyglądał się mu w milczeniu i doszedł do dwóch wniosków. Chłopak:
a) nie miał prawego buta
b) czekał na kogoś.
-Mam przyjaciela- wypalił w końcu.- I on też to ma. A wiesz jak się z nim poznałem? W.... więzieniu HYDRY.
Stark podskoczył.
-JARVIS, pokaż tego chłopaka i całą jego gadkę reszcie drużyny.
-Oczywiście Sir.
A do Sammy'ego dodał:
- Młody, zaczekaj, chwilkę, ok?
Dzieciak tylko przytaknął i wbił wzrok w buty. Wyraźnie na kogoś czekał.
-No, jesteś!- nagle zza zakrętu wybiegł wysoki blondyn i z uśmiechem podbiegł po Sammy'ego.
-Masz- wcisnął mu buta do ręki.
-Bo grunt, to dyskretność w dostarczaniu takich nienormalnych prezentów, prawda?
-Mów, uwierzyli?
-Chyba tak.
-A pomogą?
-Nie potrzebujemy ich pomocy!
-Prawie cię trafił.
-Prawie.
-Kiedyś w końcu trafi.
-Optymista.
-Realista.
Przez chwilę obaj milczeli. Po chwili blondyn spytał:
- A jak ty właściwie z nim rozmawiałeś? Przecież stoisz na zewnątrz.
-Rany...- Sammy przewrócił oczami i teatralnie westchnął.- Ja cię nie znam....
-Odezwał się pan megamądry i meganormalny.
-A żebyś wiedział.
Tony z rozbawieniem słuchał tej wymiany zdań. W końcu usłyszał głos JARVIS'a.
-Sir, wszyscy już to obejrzeli i znajdują się w Sali Narad.
-Świetnie. A więc, mogę ich tu wpuścić Kapitanie?- spytał Stark, ubierając się.
-Czemu nie.
-No to jedziem!- miliarder zatarł ręce i rzucił do czekających na zewnątrz chłopaków:
-No wchodźcie. Witamy w Avengers Tower!