-Sammy.
- A masz może jakieś nazwisko?
-Może.
Dr. Strange podniósł brwi. Był to wysoki mężczyzna, z bystrymi zielonymi oczami, czarnymi, włosami i charakterystyczną, krótką bródką i wąsikiem, tego samego kolory. Jego strój był dość... niezwykły. Czerwona peleryna z dużym kołnierzem, jakaś przyduża koszula, naszyjnik z okiem... Tak, zdecydowanie nie ubierał się za normalnie. Mimo to, wcale nie wyglądał śmiesznie. Wręcz przeciwnie- jak się na niego patrzyło, to nie widziało się człowieka wciśniętego w śmieszny kostium, rodem z jakiegoś starego filmu o czarodziejach. Widziało się potężnego, dostojnego, Najwyższego Maga, który gdyby chciał, mógłby cię zamienić w czajnik do herbaty. Sammy musiał przyznać, że czuł swojego rodzaju respekt do mężczyzny. Co nie znaczyło, że ma mu zaraz wygadać historię swojego życia.
- Twoi przyjaciele byli bardziej rozmowni- Dr. Strange podniósł brwi, po czym podszedł do regału, wyciągnął jakąś starą książkę i zaczął ją przeglądać.
- Przyjaciele? Załóżmy. Patricka znam od jakiś dwóch tygodni, a...Annie, tak? Poznałem dzisiaj, niemal przed chwilą- parsknął.
- Coś mi mówi, że nie przywiązujesz się zbytnio do ludzi, co?
- No.
- Nic dziwnego, patrząc na twój wcześniejszy styl życia. Od miasta, do miasta- skwitował mężczyzna, cały czas wertując książkę.
-No... Hej!Czy pan czytał mi w myślach?!- obruszył się nagle Sammy. Nic mu o swoich podróżach nie mówił! Ani jemu, ani... nikomu!
- Może tak- Strange odwrócił książkę, tak, że chłopak widział jej strony. Na kartkach błyszczały jakieś runy, a chłopiec nie mógł się pozbyć wrażenia, że to cała jego historia.
- A może i nie- dodał mag, zatrzaskując książkę i wkładając ją z powrotem na półkę.
- To było tam napisane?
- Zapomniałeś już Sammy? Jestem Najwyższym Magiem- i mam swoje sposoby.
- Przyjaciele? Załóżmy. Patricka znam od jakiś dwóch tygodni, a...Annie, tak? Poznałem dzisiaj, niemal przed chwilą- parsknął.
- Coś mi mówi, że nie przywiązujesz się zbytnio do ludzi, co?
- No.
- Nic dziwnego, patrząc na twój wcześniejszy styl życia. Od miasta, do miasta- skwitował mężczyzna, cały czas wertując książkę.
-No... Hej!Czy pan czytał mi w myślach?!- obruszył się nagle Sammy. Nic mu o swoich podróżach nie mówił! Ani jemu, ani... nikomu!
- Może tak- Strange odwrócił książkę, tak, że chłopak widział jej strony. Na kartkach błyszczały jakieś runy, a chłopiec nie mógł się pozbyć wrażenia, że to cała jego historia.
- A może i nie- dodał mag, zatrzaskując książkę i wkładając ją z powrotem na półkę.
- To było tam napisane?
- Zapomniałeś już Sammy? Jestem Najwyższym Magiem- i mam swoje sposoby.
***
- I jak Stephen? Dowiedziałeś się czegoś?- spytał Stark, kiedy tylko Mściciele i mag zostali sami w pokoju.
- Nie kłamią. HYDRA naprawdę ich uprowadziła. Patrick wcześniej mieszkał w Nowym Yorku, a Sammy znajdował się w okolicach Rzymu.
- Jest Włochem?- zdziwił się Kapitan.
- Nie. Jak już wiecie- jest sierotą. Nie mieszkał jednak w sierocińcu, tylko od mniej więcej, 6 roku życia podróżował po świecie.
- A co z tymi kamieniami?- spytał Clint.- Jeśli mówisz, że to prawda, to musi być 9 kamieni- i 9 dzieci.
- Tak. Każde z tych dzieci, ma unikalną więź, ze swoim kamieniem. Jest ich 9, tak jak jest Dziewięć Królestw.
- Asgard, Midgard, Vanaheim, Alfheim, Nidavellir, Jotunheim, Hel, Muspelheim i Svartalfeim- powiedział Thor.
- Właśnie. Sammy i jego zielony kamień- Vanaheim. Patrick chyba Midgard, a Annie- Muspelheim. Po za tym- Dr. Strange pstryknął palcami i na ich końcu pojawił się płomień. Kiedy zgasł, mag trzymał w ręku kawałek pergaminu.- Tu macie dane reszty dzieci. HYDRA znalazła jeszcze tylko tej trójki- wskazał na trzy różne nazwiska.- Oni je szkolą, na śmiertelną broń.
- Skąd to wiesz?
- Chymn... można powiedzieć, że ,,podłączyłem" się pod te ich więź i wykryłem resztę.
- A czy oni- ci, którzy jeszcze nie są w szponach HYDRY- czy grozi im jakieś niebezpieczeństwo?- zapytał Bunner.
- Nie powinno- Strange potrząsnął przecząco głową.
- A da się tej więzi jakoś pozbyć?- spytała wreszcie Wdowa.
- Wszystkie dzieciaki muszą w tym samym momencie dotknąć swoich kamieni. Tylko tak.
- No dobra- Tony westchnął i razem z resztą Mścicieli wyszli z pokoju.- Gdzie są te dzieciaki?
- Clea- mag zajrzał do jednego z pomieszczeń. Sammy, Patrick i Annie patrzyli się jak urzeczeni na latające po całym pokoju małe, świetliste kulki.
- Tak?- dziewczyna stojąca na środku pokoju podniosła wzrok. Miała niebieskie oczy, kręcone, białe włosy i widać było, że to ona ,,produkuje" te światełka.
- Oni już muszą iść- odparł mag, starając się ukryć rozbawienie.
- Ach...- dziewczyna zmarszczyła śmiesznie nos.- Muszą?
-Tak- Strange zrobił jakiś nieokreślony gest ręką i wszystkie kulki znikły.
-Ejjj...- oburzyła się Annie.
- Chodźcie wycieczka, idziemy.
- Skąd to wiesz?
- Chymn... można powiedzieć, że ,,podłączyłem" się pod te ich więź i wykryłem resztę.
- A czy oni- ci, którzy jeszcze nie są w szponach HYDRY- czy grozi im jakieś niebezpieczeństwo?- zapytał Bunner.
- Nie powinno- Strange potrząsnął przecząco głową.
- A da się tej więzi jakoś pozbyć?- spytała wreszcie Wdowa.
- Wszystkie dzieciaki muszą w tym samym momencie dotknąć swoich kamieni. Tylko tak.
- No dobra- Tony westchnął i razem z resztą Mścicieli wyszli z pokoju.- Gdzie są te dzieciaki?
- Clea- mag zajrzał do jednego z pomieszczeń. Sammy, Patrick i Annie patrzyli się jak urzeczeni na latające po całym pokoju małe, świetliste kulki.
- Tak?- dziewczyna stojąca na środku pokoju podniosła wzrok. Miała niebieskie oczy, kręcone, białe włosy i widać było, że to ona ,,produkuje" te światełka.
- Oni już muszą iść- odparł mag, starając się ukryć rozbawienie.
- Ach...- dziewczyna zmarszczyła śmiesznie nos.- Muszą?
-Tak- Strange zrobił jakiś nieokreślony gest ręką i wszystkie kulki znikły.
-Ejjj...- oburzyła się Annie.
- Chodźcie wycieczka, idziemy.
***
- HYDRA nie ma Japonki, Norwega i Polki- podsumował Steve, kiedy już wszyscy znaleźli się w Avengers Tower.- Norweg ma 12 lat, Polka 11, a Japonka jest płatną, dziewiętnastoletnią zabójczynią.
- Najlepiej by było gdybyśmy zgarnęli najpierw tych... normalnych- podsumował Iron Man wyszukując informacje o pozostałych obdarzonych- jak ich teraz w myślach nazywał.
- Drobiazg- skwitowała Natasha, odbierając tablet od Kapitana.
- Bardziej niż drobiazg- dodał Clint.
- Chcecie mi powiedzieć, że dacie radę sprowadzić te dzieciaki tutaj?- Stark wychylił się zza ekranu.
- Oczywiście...- parsknął Barton.
- Dajcie nam...- kontynuowała Wdowa.
- Trzy godziny- powiedzieli jednocześnie.
