-Sir, jakiś chłopiec chce z Panem rozmawiać.
-Świetnie JARVIS- bąknął geniusz i miliarder, Tony Stark.-Powiedz mu, że konsultacji udzielam o ósmej i szesnastej w co drugi czwartek- przekręcił się na drugi bok. Od rana nie wstawał z łóżka.
Wczoraj, razem z resztą Mścicieli, walczył dobre kilka godzin, tylko po to, by odzyskać jakiś magiczny kamyczek, o niewiadomym działaniu i dzisiaj chciał ograniczyć swoją aktywność ruchową do 0%.
-Sir, a może chcę go Pan jednak, usłyszeć, zobaczyć...- nalegała sztuczna inteligencja.
-A co ci tak na tym JARVIS zależy?-parsknął geniusz.
-Ponieważ on mówi o tym kamieniu Sir. I to mówi takie rzeczy, które mogą Pana zainteresować.
-Pokaż mi go- Stark usiadł na łóżku. Ekran na ścianę zamigotał, po czym pokazał na oko jedenastoletniego chłopca. Miał brązowe włosy, zielone oczy i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
-Dobra młody- powiedział Tony, a chłopak podskoczył zaskoczony.- teraz mi wszystko ładnie opowiesz.
-Jasne- dzieciak przytaknął i niespokojnie przeczesał ręką włosy.- Mam na imię Sammy i mam 12 lat. Od urodzenia mam dziwne znamię na nadgarstku i kilka tygodni temu, okazało się, że łączy mnie ono z jednym magicznym kamyczkiem, który od 11 godzin, 46 minut i 5 sekund jest w waszym posiadaniu. Z tego co wiem, to... jest zielony? Ok, nie ważne. Chodzi o to, że tych kamieni jest dziewięć i każdy ma swojego opiekuna, w wieku od ośmiu, do dziewiętnastu lat. One sprawiają, że mamy różne... supermoce? No, coś w ten deseń- chłopiec zamilkł, jakby zastanawiając się, co by jeszcze powiedzieć. Tony przyglądał się mu w milczeniu i doszedł do dwóch wniosków. Chłopak:
a) nie miał prawego buta
b) czekał na kogoś.
-Mam przyjaciela- wypalił w końcu.- I on też to ma. A wiesz jak się z nim poznałem? W.... więzieniu HYDRY.
Stark podskoczył.
-JARVIS, pokaż tego chłopaka i całą jego gadkę reszcie drużyny.
-Oczywiście Sir.
A do Sammy'ego dodał:
- Młody, zaczekaj, chwilkę, ok?
Dzieciak tylko przytaknął i wbił wzrok w buty. Wyraźnie na kogoś czekał.
-No, jesteś!- nagle zza zakrętu wybiegł wysoki blondyn i z uśmiechem podbiegł po Sammy'ego.
-Masz- wcisnął mu buta do ręki.
-Bo grunt, to dyskretność w dostarczaniu takich nienormalnych prezentów, prawda?
-Mów, uwierzyli?
-Chyba tak.
-A pomogą?
-Nie potrzebujemy ich pomocy!
-Prawie cię trafił.
-Prawie.
-Kiedyś w końcu trafi.
-Optymista.
-Realista.
Przez chwilę obaj milczeli. Po chwili blondyn spytał:
- A jak ty właściwie z nim rozmawiałeś? Przecież stoisz na zewnątrz.
-Rany...- Sammy przewrócił oczami i teatralnie westchnął.- Ja cię nie znam....
-Odezwał się pan megamądry i meganormalny.
-A żebyś wiedział.
Tony z rozbawieniem słuchał tej wymiany zdań. W końcu usłyszał głos JARVIS'a.
-Sir, wszyscy już to obejrzeli i znajdują się w Sali Narad.
-Świetnie. A więc, mogę ich tu wpuścić Kapitanie?- spytał Stark, ubierając się.
-Czemu nie.
-No to jedziem!- miliarder zatarł ręce i rzucił do czekających na zewnątrz chłopaków:
-No wchodźcie. Witamy w Avengers Tower!
Zapowiada się ciekawie. Dobrze napisane. Serio
OdpowiedzUsuńFajnie, że ci się podoba :) A kiedy ty wstawisz rozdział?
UsuńSpoko rozdział. Lecę czytać następny.
OdpowiedzUsuń