sobota, 14 marca 2015

Rozdział 4

-To...- zaczął zdziwiony nie-Hulk, a Wdowa weszła mu w słowo:
- Nieprawdopodobne. Niemożliwe. Ale interesujące- skrzyżowała ręce na piersi i wbiła wzrok w chłopaków.- Jak to udowodnicie?
- Tasha- syknął cicho Hawkeye.
A więc tak na nią mówią...- pomyślał Patrick, po czym wymienił spojrzenia z Sammy'm.
- Udowodnić? Macie ten kamień, prawda?
Kapitan niechętnie przytaknął.
- Zaprowadźcie mnie do niego. Pokaże wam wtedy, że nie kłamie.
Mściciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-No- skwitował Stark.- to zobaczymy.
***
Sammy wbił wzrok w zielony kamień leżący na podeście, w jednej z sal Avengers Tower. Kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, automatycznie zbladł i zachwiał się. Po za tym wyglądał jak w napadzie gorączki. Trochę to Patrick'a martwiło, ale jednak jego przyjaciel mówił cały czas normalnie i składał sensowne zdania.
Kamień był wielkości szyszki, był idealnie wypolerowany i owalny. Mienił się lekką, zielonkawą poświatą, a moc, którą promieniował, było czuć na drugim końcu pomieszczenia.
- Na pewno wiesz co robisz?- szepnął do Sammy'ego, jednocześnie dochodząc do wniosku, że od kiedy go poznał, coraz częściej powtarza to pytanie.
- Pf... oczywiście...- chłopak uśmiechnął się.- ...że nie.
-Dobijasz mnie- skwitował.
- Dobra, teraz złapcie się czegoś- powiedział Sammy po czym rozłożył ręce i zamknął oczy.
-Postoje- odparł pan Stark, ale ten już go nie słuchał. Chłopaka zaczęła otaczać zielona mgła i kiedy otworzył, zaciśnięte wcześniej w pięści dłonie, po całym pokoju przeszła ,,fala" energii, która zwaliła wszystkich z nóg.
- Sammy!- syknął Patrick, zrywając się z nóg.- Co ty wyprawiasz?!
-Nic- bąknął chłopak, lekko zataczając się na nogach.- Absolutnie nic- dodał, po czym osunął się na ziemię.
- Żyjesz?- Patrick kucnął przy przyjacielu.
- Nie. Jestem martwy. Więc zostaw mnie i idź wybierać kwiaty na pogrzeb.
- Mówiłem ci już, że mnie wkurzasz?
- Z 1,2, może 100 razy.
- Dobra- pan Stark dźwignął się na nogi.- Wy tu sobie chłopaki kontynuujcie rozmowę na poziomie, a my... my wyjdziemy na chwilę- razem z resztą Mścicieli wyszli z pomieszczenia.
***
- Co o tym sądzicie?- spytał się Tony.
- Bolało, jakby było prawdziwe- skrzywił się Hawkeye, pocierając posiniaczone ramię. 
- To zdecydowanie jeden z magicznych artefaktów Asgardu- odparł pewnie Thor.
Kapitan wbił spojrzenie w ziemię.
- Nie wiem co o tym sądzić. Ale jeśli HYDRA jest w to zamieszana.... Ci chłopcy przychodząc do nas narazili się na poważne niebezpieczeństwo. Myślicie, że ich śledzą?
- Na pewno- skwitowała Natasha.- ale...- zawahała się. Wyglądała jakby wiedziała coś więcej.
Clint trącił ją lekko łokciem.
- Ale... widziałam już dzieci w ich wieku, a nawet młodsze potrafiące kłamać niemal po mistrzowsku. Bez mrugnięcia okiem wymyślały najróżniejsze historie.
- Do czego zmierzasz?- Steve podniósł wzrok na Wdowę. 
- Te dzieci były wykorzystywane przez najróżniejsze organizacje, w celu pozyskiwania informacji. Szpiegowały, a potem, kiedy już dowiedziały się tego czego chciały- zabijały. Bez najmniejszych skrupułów. 
W sali zapanowała cisza. 
- Chyba wiem jak to sprawdzić- nagle Stark podskoczył, wyraźnie podekscytowany. - Co powiecie, na Strange'a?
Drużyna wymieniła zaskoczone spojrzenia.
- Naprawdę, kto według was będzie wiedział więcej o jakimś magicznym artefakcie, jakimś ,,powiązaniu", niż Najwyższy Mag? Jednocześnie, będziemy mogli zobaczyć, czy nie kłamią.
- Masz rację Tony- odezwał się wcześniej milczący Bruce.- To dobry powód, by złożyć mu wizytę. Ale mam jedną... prośbę. Zabierzemy kogoś jeszcze.
- Kogo?- spytał Clint.
- Zobaczycie.




1 komentarz:

  1. Strange? Spoko. Chętnie poczytam o nim w opowiadaniu. A co z tymi chłopcami? Czy oni są mutantami? A może ich moce pochodzą z jakiegoś innego źródła? I co to za kamień? Czekam na następny rozdział.
    Ps. Wkradło ci się do rozdziału kilka literówek :)

    OdpowiedzUsuń